Spacer z chmurą

Biegła. Biegła tak szybko, jakby chciała uciec na koniec świata. Albo jakby gonił ją potwór. Nogi potykały się o kępy trawy, a gałęzie łapały ją za włosy. Mimo to pędziła dalej. Bo chociaż wiedziała, że potwór jej wcale nie gonił, to właśnie od niego uciekała. Bo od potworów lepiej trzymać się jak najdalej.

Dookoła domu ciągnął się rozległy sad. Z morza drzew tylko gdzieniegdzie wystawały dachy domów, schowane w owocowej krainie. To właśnie tam, po równo skoszonej trawie, biegła Julka. Przecinała proste alejki, wpadając pomiędzy ciasno posadzone drzewka. Zatrzymała się dopiero przy metalowej siatce, która oddzielała sady.

    Gdzieś w oddali parkotał traktor. Spomiędzy drzew wyleciała kuropatwa. Julka rozejrzała się dookoła i z ulgą stwierdziła, że jest sama. Nareszcie.

    Usiadła na trawie i wzięła kilka głębokich oddechów.

    – Musisz uważać, jak biegasz. Jesteś cała potargana, a we włosach masz liście i kawałki gałązek – powiedział jakiś głos.

    Dziewczynka zadrżała. Zerwała się na nogi. Jej oddech znów przyspieszył. Czuła, jak wali jej serce. Zaraz wyskoczy z piersi i też gdzieś ucieknie.

Rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było widać. Przykucnęła i wzrokiem poszukała śladów człowieka, stojącego pomiędzy pniami drzew. Korony były tak gęsto porośnięte liśćmi, że może nie zauważyła, że jest tu ktoś jeszcze?

    – Nie szukaj mnie na dole. Jestem tutaj, w górze – odrzekł głos.

    Julka spojrzała po czubkach drzew, ale tam też nikogo nie dostrzegła. Bała się coraz bardziej, chociaż tym razem sama nie wiedziała czego.

    – Wyżej dziewczyno, wyżej – zaśmiał się głos.

    Zadarła głowę wysoko, chociaż nie miała pojęcia czego szuka i… zamarła. Nad jej głową wisiała fioletowa, puchata chmura. Całkiem nisko, tak, że gdyby wspięła się na czubek najbliższego drzewa, mogłaby jej dotknąć.

    – No nareszcie! – usłyszała radosne wołanie, a fioletowa chmura zakołysała się na niebie.

    – To… ty do mnie mówisz? – zapytała niepewnie. Zdziwiła się, słysząc drżenie własnego głosu.

    Rozejrzała się jeszcze dookoła, żeby sprawdzić, czy nie ma tu nikogo, kto robiłby sobie z niej żarty.

    – A co, ty też jesteś jedną z tych, co nie wierzą w istnienie magicznych chmur? – odparła z lekkim żalem w głosie.

    – Wierzę, wierzę… – zapewniła Julka, chociaż nie wiedziała czemu. Przecież nie wierzyła. A jednak nie chciała sprawić przykrości… chmurce. Czy komukolwiek, kto do niej przemawiał.

    – No i masz rację! – powiedziała weselej. – Ja jestem Lilka, a ty?

    – Julka.

    – Pobawimy się w coś? Albo pójdziemy na spacer? Ja strasznie lubię spacery wiesz? – trajkotała, nie dając dziewczynce dojść do głosu. – Znam takie niezwykłe miejsce. Jest pięęęęękne! A inne nie są może za piękne, ale za to bardzo ciekawe. Tylu ciekawych rzeczy, co tam jest, to na pewno nie widziałaś!