Dziennik dziadka Maurycego

Szuka wydawcy

Wiek: 7+

Gatunek: fantastytka

 

Istnieją na tym świecie miejsca i postacie, w które ciężko na początku uwierzyć. Wydaje się, że są zarezerwowane tylko dla świata wyobraźni. Do takiego miejsca trafiają przez przypadek Jagoda i jej tata. Zagłębiają się coraz bardziej w świat magii, niezwykłych stworzeń i wydarzeń. A wszystko dlatego, że obiecali dziadkowi Maurycemu odnaleźć jego dziennik. Dziennik niezwykły, bo skrywający sekret, który może zmienić świat.

Ta książka to spora dawka humoru, przygód i magii.

– Dzień dobry – przywitał się tata. – Nazywam się Anatol, a to moja córka, Jagoda.
– Witam serdecznie – ucieszyła się kobieta. – Widzę pana, ale… czy pana córka jest
niewidzialna? Albo tak malutka, że mieści się w kieszeni? – zapytała poważnym tonem,
jakby te pytania były najzwyklejsze pod słońcem.
– Nie jestem malutka, ani niewidzialna! – odezwała się dziewczynka.
– O kurczątka! Te nogi mówią! Czy pana córeczka jest nogami? – pytała dalej kobieta.
– Jestem nogami. I brzuchem, i głową, i włosami, i wszystkim! – zawołała Jagoda,
pragnąc udowodnić, że rzeczywiście istnieje i jest prawdziwą dziewczynką, która ma nie
tylko nogi, ale też wszystko inne.
Wtedy tata postawił ją na ziemi i rzeczywiście okazało się, że malinowa pani jest tylko
trochę wyższa od jego córki.
– To jest Jagoda – przedstawił ją jeszcze raz Anatol.
– Aaa, tak, teraz widzę – powiedziała kobieta. – Ja nazywam się Malina. Śmiesznie
prawda? Ty, masz na imię Jagoda, a ja, Malina – zaśmiała się, po czym zrobiła krok w tył i
gestem ręki zaprosiła ich do środka. Poszli za nią korytarzem wyłożonym malinowymi
tapetami do małego saloniku, pełnego biało-różowych mebli ozdobionych rysunkami malin.

3/58
– Jesteście nowi na ulicy Księżycowej, prawda? Zostaniecie tu? Skąd pochodzicie? –
pytała nalewając herbatę do trzech filiżanek.
– Tak… nie… to znaczy… – plątała się dziewczynka.
– Nie przyszliśmy, aby tu zamieszkać. Szukamy czegoś – wyjaśnił tata i przemilczał
resztę pytań.
– Tutaj, u mnie? – zdziwiła się Malina.
– Wiemy, że to coś jest teraz na ulicy Księżycowej, niestety nie wiemy pod jakim
adresem. Dlatego postanowiliśmy po prostu zapytać mieszkańców, czy może wiedzą coś na
ten temat.
– Poszukiwania tajemniczego, zaginionego przedmiotu! Ekscytujące! – zawołała
kobieta i pociągnęła z filiżanki spory łyk herbaty. – A czego konkretnie szukacie?
– Dziennika mojego dziadka Maurycego – wyjaśnił Anatol.
– Maurycego, tak? Nie znam żadnego Maurycego… Kim jest ten Maurycy?
Powiedzcie mi coś o nim. – Oczy jej się zaświeciły i wyczekująco pociągnęła łyk herbaty.
– Może innym razem opowiemy… – Anatol nie wiedział, jak zatrzymać ten potok
pytań i najchętniej przeszedłby do sedna sprawy. – Teraz szukamy dziennika.
– Hmm… O ile sobie przypominam, i o ile znam mój dom, nie ma tu dziennika
jakiegoś Maurycego. Ani w ogóle żadnego innego dziennika – powiedziała z żalem Malina. –
Przykro mi.
– Jest pani pewna? – zapytał szybko mężczyzna, aby powstrzymać kolejne słowa
Maliny, która już otwierała usta, aby zadać kilka pytań. – Dziennik był schowany w starym,
dębowym biurku. Dowiedzieliśmy się, że owe biurko kupił ktoś z ulicy Księżycowej.
– Niestety, nie mam dębowego biurka. To ładne biurko? Stare?
– A wie pani może, kto ma? – zapytała dziewczynka.
– Ależ kochanie – upomniał ją tata, uśmiechając się nieznacznie. – Chyba nie
podejrzewasz pani Maliny o wścibstwo i o to, że wie, kto jakie ma w swoim domu biurko.
Ba! Pytasz panią Malinę, jakie biurka stoją we wszystkich domach przy ulicy Księżycowej.
Nie możliwym jest wiedzieć takie rzeczy.
Jagoda szybko odpowiedziała, zupełnie nie czując się zmieszana.
– Ja nic złego nie chciałam powiedzieć. Przecież… pani Malina odwiedza sąsiadów, to
mogła widzieć, zupełnie przypadkiem i nie wścibsko, jakie tam stoją biurka. Prawda? –
zwróciła się do kobiety.
– Tak, tak, w rzeczy samej – odpowiedziała Malina. – Mogłam widzieć, nie że się
przyglądałam specjalnie. Tak o, przypadkiem. Wścibska nie jestem, o nie! Dlatego nie

4/58
widziałam żadnego biurka. Bo nawet jakbym widziała, to przecież nie moja sprawa, czy to
dębowe biurko, czy nie, prawda? – zwróciła się do dziewczynki, która odpowiedziała
kiwnięciem głowy.
– Aha, i nawet tak zupełnie przypadkiem żadnego biurka pani nie widziała? – dociekał
Anatol.
– Nie – odpowiedziała zupełnie poważnie i spuściła smutno oczy. – A mogłam
zauważyć… dlaczego nie patrzyłam uważniej – zaczęła mruczeć pod nosem.
– W takim razie my już pójdziemy, dziękujemy za herbatę – powiedział Anatol i
chwycił swój kapelusz, który do tej pory leżał obok niego na kanapie.
– Ale może mogę wam pomóc! – powiedziała szybko Malina i znów napełniła filiżanki
herbatą. – Może jeśli powiecie mi coś więcej o tym dzienniku, będę mogła wam
podpowiedzieć, do kogo najlepiej się udać.
– To bardzo miło z pani strony – zauważył tata.
– I zupełnie nie wścibsko – dorzuciła Jagódka zupełnie poważnie.
Malina zaróżowiła się lekko, ale widząc niewinną minę dziewczynki, nic więcej nie
powiedziała.
– Więc… Dziennik był oprawiony w płótno, trochę już pożółkłe, a na okładce,
niebieskim atramentem, dziadek Maurycy narysował czaplę – opisał szczegółowo Anatol. –
Biurko było kupione już jakiś czas temu, na pchlim targu…
Anatol i Jagoda popijali smaczną herbatę w domu pani Maliny i powolutku, pozwalając
przygodzie nadejść spokojnym krokiem, próbowali dowiedzieć się, gdzie jest dziennik
dziadka Maurycego. Tymczasem, gdzieś daleko obudziły się Cienie. Szare i smutne, zawsze
zimne i bezkształtne, wychodziły z mroku i pełzły powoli przed siebie. Wszystkie sunęły ku
ulicy Księżycowej. Cienie wysłane na przeszpiegi wróciły bowiem z wiadomością, że to tam
znajduje się dziennik Maurycego. Dziennik, który skrywa tajemnicę. Informacja krążąca
wśród Cieni mówiła, że dziennik pomoże im odnaleźć coś, dzięki czemu będą mogły
przerodzić się w prawdziwe, materialne istoty. Cienie wiedziały, że tylko wtedy będą mogły
wyjść na powierzchnię i nie bać się słońca. Wtedy będą mogły naprawdę żyć i zrobić to, co
od dawna planowały.