Wakacje z bąblami

Wydawnictwo: Mamania

Ilustracje: Ania Simeone

Wiek: 4-7 lat

Premiera: 2021r.

Zbiór czterech zabawnych opowiadań o przygodach czwórki rodzeństwa. Historie pełne dziecięcej wyobraźni i marzeń, toczące się w sielskiej atmosferze wiejskiego lata.
Książka pokaże dzieciom, że mają moc sprawczą i mogą same spełniać swoje pragnienia, nie czekając aż zrobi to za nie ktoś inny.

Tutaj z przodu to biegnę ja, Łucka. Daleko za mną jest Da i próbuje mnie dogonić, ale nie może. Jest za mały, żeby biegać tak szybko jak ja. Tak w ogóle, to Da naprawdę nazywa się Daniel. Tylko że nie umie jeszcze dobrze mówić i sam siebie nazywa Da. No więc my też go tak nazywamy. My, to znaczy ja, Antek i Ala. Mama i tata mówią na nas bąble.

Antek biega szybciej ode mnie, chociaż jest młodszy. Ale teraz go tu nie ma. Razem z Alą i mamą pojechali do miasta. 

No więc biegniemy sami, ja i Da. Chyba się trochę zezłościł, bo nie może mnie dogonić. Zamiast biec, stoi i płacze na środku podwórka. Chyba na niego poczekam… Idziemy teraz razem do furtki i Da znowu się uśmiecha. To dlatego, że obiecałam mu, że będzie mógł trzymać listy, które znajdziemy w skrzynce.

Widziałam, jak listonosz odjeżdżał spod bramy i od razu chciałam sprawdzić, co przyniósł. Bo czekałam na pocztówki. Dużo kolorowych kartek z dalekich miejsc.

Zanim zaczęły się wakacje, chodziłam na kółko teatralne do miasteczka. Na koniec roku przygotowaliśmy super przedstawienie! O takiej maskotce króliku, która dużo podróżowała. A potem wysyłała listy z każdego miejsca w jakim była. Bardzo nam się to spodobało i my też chcieliśmy wysyłać listy z dalekich podróży. Dlatego razem z innymi dziećmi z tego kółka wymyśliliśmy, że przyślemy sobie nawzajem pocztówki z wakacji. Każdy każdemu, wtedy wszyscy mieliśmy dostać ich bardzo, bardzo dużo. Niedługo potem my mieliśmy jechać nad morze, więc ja też chciałam wysłać innym kartki. Wybrałabym najładniejsze nad całym morzem! Takie z muszelkami, piaskiem, falami i latarniami… Może nawet z syrenami!

Otworzyłam skrzynkę małym kluczykiem, który dał mi tata i na ziemię spadła cała masa kopert i kartek. Na niektórych było napisane moje imię i nazwisko. Bo musicie wiedzieć, że ja już umiem czytać. To było strasznie miłe uczucie, zobaczyć swoje imię i nazwisko na kopercie albo na pocztówce. Nie mamy ani taty, tylko moje własne. To tak, jakbym była już zupełnie duża. To bardzo fajnie poczuć się dużym.

Resztę listów oddałam Da i oboje dumni wróciliśmy do domu, pokazać tacie, co przynieśliśmy ze skrzynki. Da nie chciał oddać wszystkich kopert, bo mu się bardzo podobały. Pewnie dlatego, że niektóre miały takie przezroczyste okienka. Ale tata był sprytny. Powiedział, że dostaniemy sok, jak usiądziemy przy stole. A żeby wejść na krzesło, Da musiał się podpierać rękami, więc położył wszystkie listy na podłodze. Mądry ten mój tata, prawda?

Wszyscy oglądaliśmy moje widokówki i nawet tata powiedział, że są bardzo piękne. Obiecał też pokazać mi na mapie, gdzie są te miejsca, z których do mnie przyszły. Trochę się bałam, żeby Da nie wylał na moje nowe, błyszczące widokówki soku pomarańczowego… Musiałam mu je jakoś zabrać, ale tak żeby za bardzo nie płakał. No, może tylko trochę potem płakał…

Wreszcie wróciła mama z bliźniakami – Alą i Antkiem. Od razu pobiegłam do nich, żeby pokazać moje pocztówki. Da też pobiegł, bo… on zawsze wszędzie biegnie. I do tego wołał w kółko „Mama! Ala! Atek! Mama! Ala! Atek!”. Ala próbowała zdjąć buty, ale Da biegając w kółko ją potrącił i upadła. Zaczęła płakać i już nie pamiętała o butach. Antek za to wcale o nich nie pomyślał i jak tylko stanął za progiem, zaczął biegać za Da. Udawał, że próbuje go złapać w sieć pająka. Tak jak Spiderman. Bo Antek chciał być Spidermanem jak będzie duży. 

Strasznie dużo się działo. Wszyscy biegali, płakali albo krzyczeli. Dlatego ja też musiałam głośno krzyczeć, żeby usłyszeli, że mam bardzo ładne pocztówki. Mama próbowała uspokoić Alę, a tata złapać Da, ale jakoś im się to nie udawało. Ale to nic, bo i tak było bardzo przyjemnie, jak tak wszyscy biegali, skakali i  krzyczeli. My to bardzo lubimy. Tylko nie wiem, czemu mama i tata wtedy zawsze się denerwują. Mogliby pobiegać i poskakać z nami.