Z życia pisarki

Udało jej się zrobić to, o czym wielu marzy – wygrała konkurs Biedronki na książkę dla dzieci. Wywiad z Katarzyną Wierzbicką

Bardzo się cieszę, że udało mi się zadać kilka pytań tegorocznej zwyciężczyni konkursu Biedronki na książkę dla dzieci, Katarzynie Wierzbickiej. Wiele osób próbuje swoich sił w tym konkursie (też kiedyś próbowałam) i marzy o wygranej. A jej się udało! Gratuluję, bo to nielada wyczyn i wielkie osiągnięcie. A tak o tym całym „zamieszaniu” opowiada autorka.

Pewnie wszyscy zadają sobie to pytanie, więc ja też je zadam, bo kto może znać na nie odpowiedź lepiej niż Ty – jak napisać książkę, żeby wygrać konkurs Biedronki Piórko? Jakieś wskazówki dla osób, które chcą spróbować swoich sił w kolejnej edycji?

Szczerze mówiąc, to kompletnie nie mam pojęcia. Nie znam się na pisaniu od strony teoretycznej, nie kończyłam żadnych kursów czy warsztatów kreatywności. Jedyne, co mogę powiedzieć, to chyba to, że warto być autentycznym. Nie ma sensu pisać czegoś wbrew sobie, tylko ze względu na nadzieję, że trafi to w gust jury. Pisanie powinno sprawiać przyjemność, być zabawą, oferować możliwość wyrażenia siebie. Na pewno warto pracować nad swoim warsztatem i spoglądać krytycznie na swoje prace. Wierzę głęboko (i mam nadzieję), że im więcej się czyta i pisze, tym łatwiej jest przelać swoje myśli na papier. Ja mam taki charakter, że nigdy w pełni nie jestem z siebie zadowolona. Dlatego też nie lubię po opublikowaniu czytać swoich wpisów na blogu. Zawsze po czasie znajduję coś, co dałoby się ująć inaczej, lepiej przekazać. No cóż, trudno, w ten sposób też się uczę.

Co dla Ciebie znaczy wygrana w tym konkursie?

Powiem szczerze – to dla mnie takie niesamowite szczęście, że do tej pory nie mogę tak do końca uwierzyć. Opublikować własną książkę, pod swoim nazwiskiem jako autorka – to było od zawsze moje wielkie, ciche marzenie. Jednak z biegiem lat trochę przestałam wierzyć, że kiedykolwiek się spełni. To był drugi rok, kiedy spróbowałam swoich sił w konkursie Biedronki. W zeszłym roku nie dostałam się nawet do finałowej setki. W tym roku, kiedy otrzymałam mail, że moja bajka została wybrana do kolejnego etapu, skakałam po pokoju i piszczałam z radości. Pamiętam, że powiedziałam wtedy mężowi „Wiem, że nie mam szans na wygraną, ale już to, że moja praca się spodobała, to znak, że powinnam pisać dalej. Może w końcu się uda coś opublikować”. Byłam taka szczęśliwa i kompletnie pewna, że to już na ten rok koniec przygody z Piórkiem. Na wszelki wypadek, oczywiście, obiecałam sobie, że kiedy przyjdzie ten dzień informowania zwycięzcy o wygranej, muszę mieć cały czas przy sobie naładowany telefon, ale w głębi ducha na nic więcej nie liczyłam.

Ciekawi mnie, jak zareagowałaś, gdy odebrałaś telefon i zorientowałaś się, że właśnie wygrałaś tegoroczne Piórko?

To był dla mnie mocno stresujący moment. Całkiem zapomniałam, że to właśnie ten dzień, i zapomniałam naładować telefon. Około godziny 10 w pracy zerknęłam na wyświetlacz i zobaczyłam, że mam 2 połączenia nieodebrane z nieznanego numeru! I 15% baterii… Właśnie wtedy się zorientowałam, że to mógł być ktoś z informacją o konkursie. Kiedy telefon zadzwonił po raz trzeci, tylko się modliłam, żeby bateria wytrzymała. A kiedy usłyszałam, że wygrałam, to zaczęłam krzyczeć i skakać po całej sali. A jako że pracuję w przedszkolu, to dzieci zaczęły skakać razem ze mną. Działo się.
Poproszono mnie, abym przez miesiąc zachowała swoje zwycięstwo w tajemnicy, aż do publicznego ogłoszenia wyników konkursu. Jak ja się męczyłam! Jestem straszną gadułą i przez miesiąc każdego dnia miałam ochotę zadzwonić i opowiedzieć całej rodzinie i znajomym, że jakimś cudem mi się udało i spełnia się moje marzenie. To było trzydzieści najbardziej milczących dni w moim życiu.

Jak wyglądały Twoje początki pisania dla dzieci?

Podczas mojego drugiego urlopu macierzyńskiego, 5 lat temu, zabrałam się za pisanie bajek. Stworzyłam kilka, wysłałam do wydawnictw, do jednego nawet przeszłam się osobiście z wydrukiem i wielkimi nadziejami. A potem długo czekałam i czekałam. I nic. Zero odzewu. Z czasem zapomniałam, wróciłam do pracy i porzuciłam plany pisarsko-wydawnicze. Potem w 2018 roku usłyszałam o konkursie Piórko i moje marzenia obudziły się na nowo. Napisałam dość osobistą, baśniową opowieść, będącą alegorią dorastania i poszukiwania miłości, i wysłałam. Jak wspomniałam, nie dostałam się nawet do finałowej setki. Teraz, kiedy ją czytam, zdaję sobie sprawę, że nie jest to bajka skierowana do grupy wiekowej 4–10 lat, tak jak jest zaznaczone w regulaminie konkursu. W tym roku starałam się być bardziej uważna i trzymać się w ryzach, jeśli chodzi o słownictwo i poruszane tematy, tak aby historia mogła trafić i spodobać się młodszym dzieciom.

Czy zmieniło się coś w Twoim życiu od ogłoszenia wyników?

Na pewno dodała mi więcej wiary w siebie. Tak ogromnie się cieszę, że moja bajka przypadła do gustu jury! To bardzo dużo dla mnie znaczy.
Trochę się też denerwuję, jak moja książeczka zostanie odebrana przez czytelników, jakie będą recenzje i sprzedaż. Jeśli się spodoba, to mam nadzieję, że otworzy mi to drogę do dalszego pisania i publikowania. A jak odbiór będzie negatywny, to pozostanę tylko przy pisaniu (uśmiech).

Obie jesteśmy mamami w wielodzietnych rodzinach i wiem, że ciężko znaleźć czas na pisanie. Jakie są Twoje patenty na rozciągnięcie doby, żeby można było urwać trochę czasu na pisanie w tym codziennym rozgardiaszu?

Nie mam żadnego! Właśnie chciałam się o to samo spytać Ciebie. Bardzo brakuje mi czasu na pisanie. Bajkę „O królewiczu, który się odważył” pisałam tuż przed ostatecznym terminem, nocami. Byłam bardzo zmęczona i już sama nie wiedziałam, czy to co wymyślam ma sens. Teraz czasami zdarza mi się godzina wolnego między zakończeniem pracy, a odbieraniem dzieci z rozmaitych placówek. Wtedy z zapałem siadam przy komputerze i bębnię w klawiaturę. Czasem, jak w wyobraźni pojawiają mi się jakieś sceny lub dialogi, to zapisuję je na szybko w komórce. Ale nie przepadam za tym. Zdecydowanie najlepiej mi się pisze przy biurku, przy komputerze, z kubkiem kawy obok. A takich chwil mam naprawdę malutko.

Czy pracujesz nad kolejnymi tekstami? A może jakieś są już gotowe i czekają na wydanie?

Na wydanie czeka bajeczka „Pudel i zaskroniec”, którą napisałam w ramach akcji Book.szpan. Główne założenia tej kampanii to propagowanie czytelnictwa wśród dzieci i uwrażliwianie ich na los zwierząt. W skrócie, co miesiąc od stycznia 2020 r. w specjalnej aplikacji będą publikowane bajki, które pod koniec roku mają się ukazać w wersji papierowej. Dochód ze sprzedaży będzie przekazany organizacjom pomagającym zwierzętom. Ogromnie się cieszę i jestem zaszczycona, że moja historyjka znajdzie się wśród wielu fantastycznych bajek znanych autorek. Ilustracje do mojej opowieści wykonuje Pani Sylwia Tracz z bloga Świat ilustrowany.
Widziałam dwie, są cudne, nie mogę się doczekać, aż zobaczę wszystkie!
Poza tym mam skończone dwie baśnie dla trochę starszych dzieci, które teraz czekają, aż znajdę kilka wolnych wieczorów i je porządnie zredaguję. No i cały czas chodzi mi po głowie jedna historia, taka trochę fantastyka, ale z przymrużeniem oka. Siedzę nad nią już kilka miesięcy, bohaterka Agata nawiedza mnie w snach, pewne sceny same się pchają przed oczy, ale pisanie idzie opornie. Właśnie ze względu na brak czasu.

Czekamy na zwycięzką książkę, która nosi tytuł „ O królewiczu, który się odważył” i która będzie miała premierę już 18 listopada.

Ilustracje do książki przygotowała Julia Hanke, a tytuł ukaże się nakładem wydawnictwa Zielona Sowa.

Kasia prowadzi bloga „Madka roku” gdzie bardzo Was zapraszam w jej imieniu:

www.madkaroku.com

Facebook Madka roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.